czwartek, 29 listopada 2012

Street Jazz - First Rap Show in Poland (1994)


1 lipca 1994 roku miało miejsce niecodzienne wydarzenie w muzycznej historii Polski. Po raz pierwszy bowiem odbył się koncert z udziałem Dj'a oraz prawdopodobnie, był to pierwszy koncert rapowy w naszym kraju.

Polska gościła już legendarnych twórców jak chociażby Miles'a Davisa w 1983 roku podczas Jazz Jambore. W podobnych okolicznościach doszło także do opisywanego wydarzenia - koncertu jazzmana Grega Osby'ego z zespołem Street Jazz.

Wraz z Sopem, zadałem kilka pytań organizatorom występu zespołu Street Jazz, panu Jarkowi Tylickiemu i panu Mariuszowi Adamiakowi.

W jakich okolicznościach doszło do zorganizowania koncertu Grega Osby'ego & Street Jazz?
T: Greg przyjechał na festiwal Gdynia Summer Jazz Days '94. Był jedną z atrakcji tego festiwalu. Koncert ten nie był na pewno zamierzeniem stricte rapowym, raczej miał pokazać różne oblicza muzyki jazzowej oraz samej muzyki rap i jednego z najciekawszych w tamtym czasie artystów nowej generacji muzyków jazzowych.
A: Organizatorem tego koncertu była agencja Akwarium i agencja koncertowa Colosseum. Pierwsze dwie edycje festiwalu były organizowane wspólnie.
Czy był to pierwszy występ tego wykonawcy w naszym kraju?
A: Tak.
Na jakiej zasadzie przebiegala współpraca miedzy agencjami. Dlaczego Warszawa nie organizowała tych koncertów w ramach Warsaw Summer Jazz Days?
A: Przyjęliśmy zasadę, że artyści nie powtarzają się na festiwalach. Nazwa podobna, ale były to dwa różne festiwale.
Czy był to pierwszy artysta rapowy z zagranicy, który wystąpił w Polsce?
T: Tego nie wiem, Greg Osby nie był muzykiem rapowym. Na tym etapie swojego okresu twórczego, rap był jednym z elementów jego przekazu. Na pewno był to pierwszy koncert w Polsce, gdzie na scenie na żywo wystąpił Mc z Dj i zespołem.
Czy w późniejszym czasie zapraszał Pan artystów muzyki rap?
T: Tak, było ich bardzo dużo i jest tak nadal do dnia dzisiejszego. Ja osobiście nie sprowadzałem muzyków stricte rapowych. Za to prezentowałem artystów, którzy wykorzystywali muzykę rap i hip hop: Steve Coleman, US3, Urbanator, Universal Super Session, Courtney oraz artystów, którzy mieli duży wkład w tą muzykę, m.in. : James Brown, George Clinton, Kool & The Gang, Maceo Parker.
Czy grupa towarzysząca Gregowi, była zawiązana na ten koncert czy w takim składzie koncertowała dłuższy czas?
T: Zespół Grega Osby'ego Srteet Jazz grał około dwóch lat do czasu wyczerpania się formuły, według odczuć lidera.
Kto wchodził w skład zespołu?
T: Greg Osby - tenor saxophone; Mustafo - rap; Calvin Jones - bass; Bill McLellan - drums; Master T - Dj; Darrel Grant - keyboards.(Master T został zastąpiony przez Dj Corey-Fu, przyp. Dziurawe Sample).
W jakim miejscu dokładnie odbywał się festiwal Gdynia Summer Jazz Days '94?
A: Festiwal odbywał się w Teatrze Muzycznym w Gdyni oraz w klubach na terenie miasta. W późniejszych edycjach koncerty odbywały się również w Sopocie.
Jak długo trwał?
A: Trzy dni.
Ile odbyło się koncertów w dniu wystepu Street Jazz?
T: Koncert Grega odbył się 1 lipca 1994 około godziny 21 w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Oprócz Grega zagrali przed nim New Information (Kulpowicz, Scierański, Poppek). w Teatrze Miejskim w Gdyni o godz 24.00 zagrał Duet Masło (Tymański/Trzaska). 
Jak to się stało, że w kraju,w którym muzyka rap była w fazie rozwojowej, na deskach jednego z większych festiwali jazzowych, pojawił się zespół hip hopowy w czystej postaci (Dj i Mc)?
A: Staraliśmy się przedstawić w ramach budżetu wszystko to co najciekawsze na światowej scenie jazzowej. Greg z tym programem na pewno spełniał ten warunek i do dzisiaj jest jednym z najbardziej twórczych muzyków jazzowych. Chociaż w tej chwili jest w zupełnie innym świecie niż w roku 1994.
Jak publiczność zareagowała na występ Grega?
T: Był to pierwszy tego typu koncert. Reakcje były różne. Część słuchaczy przyjęła występ z rezerwą, część z dużym entuzjazmem. Klasa muzyków i jakość prezentowanej muzyki spowodowała, że koncert można uznać, za bardzo udany.
A: Koncert można w sumie uznać za udany. Głównie było to zasługą artystów i jakością ich muzyki. Był to pierwszy tego typu duży koncert w Polsce. Część publiczności przyjęła go jednak z rezerwą. Koncert miał miejsce na festiwalu jazzowym, gdzie spektrum publiczności jest bardzo zróżnicowana, od ortodoksów jazzowych, dla których ta konfiguracja była nie do przyjęcia po przypadkowych widzów. W tym czasie był to bardzo nowatorski koncert. Uważam, że zakończył się sukcesem. Chociaż biletów sprzedało się dużo mniej niż np. na występ Yellow Jackets.

Czy ludzie z otoczenia jazzowego byli obecni na Street Jazz? Jakie były ich odczucia?
A: Na koncercie byli przede wszystkim dziennikarze i muzycy. Nikt raczej nie kwestionował jakości muzyków i ich muzyki, bo to pozostawało poza sporem. Różny był odbiór samej muzyki. Ci, którzy byli w głównym nurcie jazzu, podchodzili z dużą rezerwą, inni z dużym entuzjazmem. W tym czasie tych pierwszych wydaję mi się, że było więcej. Nie dotyczyło to tylko tego koncertu. Krytyka przyjęła z dużą rezerwą również płytę, którą on promował - 3D - Life Styles.
A otoczenie hip hopowe było obecne?
A: Nie przypominam sobie. Wydaje mi się, że ono się dopiero tworzyło. Dla części był to bardziej koncert jazzowy, tak jak dla części słuchaczy jazzowych, był to koncert rapowy. Ja należę do tych, którzy uważają, że rap to również jazz. Tak jak Michał Urbaniak, który rap porównał do Be Bopu, bardzo ważnemu okresowi w rozwoju jazzu. W tym czasie środowisko hip hopowe było bardzo małe. Moim zdaniem w tamtym okresie, poza nielicznymi wyjątkami środowisko rapowe, było nie przygotowane do tego typu koncertów, bo słuchali tego co aktualnie działo się na scenie rapowej, zapominając zupełnie o korzeniach tej muzyki. Co szczególnie było słychać w pierwszych nagraniach polskich wykonawców muzyki rap.
Czy artyści zagrali tylko materiał umieszczony na płycie wydanej sumptem Jazz a Go Go? Jest to utwór Street Jazz trwający 34:25.
A: Na płycie jest tylko fragment koncertu. Całość trwała ponad półtorej godziny.

Interesował się Pan muzyką rap w tamtych czasie? Jaka istniała wtedy opinia w Pańskim otoczeniu dotycząca rapu, hip hopu?
A: Ja muzyką interesuję się od 12 roku życia. W różnych okresach słuchałem różnej muzyki, ale nigdy nie byłem jakoś sformatowany. Zawsze słuchałem dużo i bardzo różnej muzyki. Muzyka rap nigdy nie była u mnie muzyka wiodącą. Bardziej mnie interesowali muzycy, którzy wykorzystywali muzykę rap, np.: Herbie Hancock, Bill Laswell, Steve Coleman, Brandford Marsalis, Prince czy ojcowie tej muzyki: James Brown, George Clinton, Gill Scot Heron, Grandmaster Flash, Afrika Bambaataa.
Czy koncert w akcji promocyjnej był w jakimś stopniu nastawiony na kontekst rapu? Czy był nagłaśniany medialnie?
A: Raczej nie. Była podkreślana nowość tego projektu, ale promocja była nastawiona na wydarzenie muzyczne w ramach festiwalu muzycznego.  Koncert był transmitowany przez TVP2.
Zapytałem Platoon'a (Trials X) o to jak pamięta występ Street Jazz:
Byłem na tym koncercie razem z Bogną Świątkowską. Prawdą jest, że na sali nie było wiele osób kumających rap. Po koncercie zostaliśmy zaproszeni na backstage. Dla mnie niesamowite przeżycie. Miałem okazję poznać ich osobiście, pogadać z Dj. Rozmawialiśmy o początkach hip hopu w Polsce i o fuzji rapu z innymi gatunkami w USA. Pamiętam, że bagaż Grega nie doleciał i ten wystąpił na scenie w dresie.
Tak oto wspomina to wydarzenie Dj Bruno:
Pierwsza połowa lat 90 ubiegłego stulecia to początek mojej fascynacji fuzją hip-hopu z jazzem. Płyty jak np. "Doo Bop" Milesa Davisa, "Jazzmatazz vol.I" GURU, "Hand On The Torch" Us3, "Urbanator" Michała Urbaniaka kształtowały mnie na wielkiego fana wspólnych dokonań didżejów, raperów i muzyków improwizujących. Zasłuchiwałem się w tych produkcjach z wypiekami na twarzy. Pewnego razu natknąłem się na nagranie "Mr.Gutterman" saksofonisty, Grega Osby'ego. Od razu zaliczyłem je do najwybitniejszych w stylu hiphop-jazz. Jakże wielka była moja radość, gdy nasza telewizja wyemitowała koncert tego muzyka. Koncert odbył się w Polsce pod tytułem "Street Jazz". Żywy zespół plus didżej i MC to było to! Jaka szkoda, że nie nagrałem tego na video! Przez ładnych kilka lat próbowałem kupić płytę "3d Lifestyles" Osby'ego, ale bez skutku. Dopiero pewien pan z internetowego sklepu Master Disc mnie uszczęśliwił. Zanim to się stało - czekałem kilka miesięcy, a on w tym czasie szukał dla mnie krążka... na całym (internetowym) świecie! Nie zawiodłem się na płycie. To jedna z obowiązkowych pozycji dla każdego, kto chce zgłębić ten arcyciekawy nurt muzyczny. Polecam bardzo mocno!
 Artur Warzecha a.k.a. BRUNO - didżej, raper, producent muzyczny, gitarzysta.
Sądzę, że ów koncert miał znaczenie bez wszech miar, mimo, że nie odbił się szerokim echem, wśród powstającej rodzimej scenie rapowej (nie hip hopowej).


Poniższy tekst pochodzi ze wstępu do wywiadu z Gregiem Osbym, umieszczonym w gazecie Jazz a go go, do której dołączona była płyta z nagraniem koncertu.

"Bezpośrednio po morderczej, 20-godzinnej podróży z Nowego Jorku, pomimo zaginięcia bagaży, koncertem w Teatrze Muzycznym w Gdyni Greg Osby wraz ze swoim zespołem Street Music zainaugurował europejskie tournee promujące jego najnowszy album „3-D Lifestyles". Formacja prowadzona przez najwybitniejszego z „jazz rebels" była gwiazdą pierwszego dnia Gdynia Summer Jazz Days. Osby - jak wszyscy rebelianci - zakochany w nagraniach mistrzów bebopu, zaliczył wielostopniową szkołę jazzu, zanim rozpoczął działalność na własny rachunek. A że uczniem był pilnym i utalentowanym, niech świadczą nazwiska choć kilku jego „nauczycieli": Steve Coleman, Jack DeJohnette, Gary Thomas, Cecil Brooks. „Terminy" opuścił Osby jako artysta dojrzały, jeden z nielicznych, którzy potrafili twórczo przełożyć mowę bopu na język jazzu lat dziewięćdziesiątych — muzyki (a przynajmniej niektórych jej nurtów) coraz bliższej brzmieniu nowojorskiej ulicy, o coraz silniejszym charakterze ludycznym. Tematem do burzliwej dyskusji jest twierdzenie, że przeintelektualizowany jazz skłania się ku hip-hopowi, chcąc pozyskać odbiorców, a hip-hop w poszukiwaniu intelektualnego zaplecza czerpie z jazzu. Faktem jest natomiast, że obydwa nurty zyskują na tym, że, jak to jest w przypadku Grega Osby'ego, zacierają się miedzy nimi granice. O ile „3-D Lifestyles" jest świadectwem zachwytu jazzmana nad siłą przekazu, jaką rap niewątpliwie jest obdarzony, o tyle koncert był spełnieniem się Osby'ego jako - jak mówi o sobie — instrumentalnego rappera. Na scenie wystąpiły właściwie dwa genialnie współpracujące zespoły: rapowy - złożony z wokalisty Mustafo i didżeja Mastera T, oraz jazzowy - sekcja plus saksofon altowy jako instrument solowy. Po raz pierwszy w Polsce wystąpił ciemnoskóry disc jockey, filar każdej formacji rapowej, konstruktor brzmienia i showman w jednej osobie. Po raz pierwszy także mogliśmy podziwiać prawdziwego rapera - potrafiącego opowiadać historie, będącego master of ceremony (MC). Mustafo, lider własnej formacji 100X, posiadł także najwyższy stopień wtajemniczenia rapera: free stylin' czyli sztukę układania rymów z głowy, na poczekaniu. Jego improwizowana opowieść o bobasie, który podczas „Intelligent Madness" wdrapał się na scenę, była fantastyczna. Świetny MC na fali jest właściwie samym rytmem. I samym słowem. Fundamentem, na którym opierali swe dialogi i sola Mustafo i Osby, był podstawowy beat odtwarzany z taśmy przez Mastera T oraz praca perkusisty i basu. Basista Calvin Jones, wtopiony w rytm, rzadko wychodził z cienia kilkoma akordami zagranymi przy użyciu techniki klangu. Nietypowa była także rola perkusji. Bill McLellan posługiwał się właściwie tylko bębnem centralnym, którym podkreślał rytm, oraz talerzami. Podczas koncertów grup stricte rapowych podkład rytmiczny odtwarzany z taśmy zawiera zwykle brzmienia „blachopodobne", bliskie dźwiękowi wydawanemu przez uderzany miotełkami hi-hat, tu jednak żywa perkusja dawała znaczne urozmaicenie. Master T jest jeszcze młodym didżejem, solidnym, chociaż techniką i wyobraźnią znacznie ustępującym takim mistrzom jak chociażby DJ Premier, odpowiedzialny za rewelacyjne podkłady dźwiękowe w duecie Gang Starr, tworzonym wraz z Guru. Mając do dyspozycji specjalny mikser sygnałów z dwóch (polskich) gramofonów i zręczne ręce, Master T dał jednak kilka razy prawdziwy pokaz swych umiejętności. Wbrew pozorom DJ ma duże pole do popisu. Specjalne płyty, zawierające jedynie powykrajane z nagrań partie poszczególnych instrumentów, wokalu, tylko pojedyncze słowa lub dźwięki (tzw. loops), produkowane w małych ilościach przez wydawnictwa typu Zomba Records, Fresh Records czy Sleeping Bag, są dla niego materiałem do produkcji efektów scratch, polegających na błyskawicznym cofnięciu odtwarzanej płyty. Rozwiązania tworzone na bazie tego prostego pomysłu pozwalają niezwykle urozmaicić faktury produkcji rapowych powstających przez wielokrotne miksowanie ścieżek zawierających autorskie sample wytwarzane przez didżejów oraz rozmaite efekty brzmieniowe. Master T nie posługiwał się specjalnymi płytami. Efekty scratch uzyskiwał używając 45-obrotowych singli Michaela Jacksona, soundtracku do filmu „Malcolm X" skomponowanego przez Terence Blancharda oraz ostatniej płyty Gang Starra „Hard to Earn". Sam Greg Osby grał pięknie. Jego saksofon był oszczędny, by naraz wybuchnąć skomplikowanym harmonicznie solem. Punktował opowieści Mustafo, by za chwilę nawiązać z nim wspaniały dialog. Alt Osby'go był fabularny, twardy, bo w hip-hopie nie mówi się o przyjemnościach czy rzeczach błahych. Greg, gdy nie grał, tańczył, a właściwie wibrował w rytm muzyki. To on był Mistrzem Ceremonii tego niezwykłego koncertu. Tego wieczoru Greg Osby & Street Music wykonali „Streetjazz Theolonious" i „Intelligent Madness" z albumu „3-D Lifestyles"oraz kompozycję „Electric Relaxation" znakomitego tria rapowego A Tribe Called Quest z jego ostatniej płyty „Midnight Marauders"i „ItS On" z Nineteen Naughty III, najnowszej produkcji klasyki rapu Naughty By Nature. Utwory te w wersji live to kompozycje wielowątkowe, pełne improwizacji, ale uporządkowane, i oparte na krótkich tematach podawanych przez saksofon, o jazzowej konstrukcji, a jednak nasycone rapem i hip-hopem. Harmonia stylów. Współpraca i zrozumienie. Podczas „Theoloniousa" Mustafa zaprezentował też inną, niezwykle trudną technikę rapu, zaczerpniętą z folkloru karaibskiego - toasting, polegajacy na niesłyszalnie szybkim melodeklanowaniu z zachowaniem rytmu tylko poprzez odpowiednią modulację potoków słów. A Mustafo mówił o publiczności: "... pięknisie, jesteście przyspawani do stołków". Tak właśnie zachowywała się większość widowni. Ponadto była wręcz żenująco nieliczna. Wydawałoby się - sami wybrani, sami zainteresowani. A koncert był wspaniały ..."

Współautor: Sop

New York's Bronx Housing Projects during the 40's









© Life Magazine

środa, 28 listopada 2012

Pearl Bailey - Queen Latifah from back in the days...



Śpiewaczka, tancerka, i aktorka. Pearl Bailey była jedną z najwspanialszych postaci scenicznych w amerykańskim showbusiness. Charakterystyczna, nieskrępowana postawa artystki jako "Pearlie May", była wręcz ubóstwiana gdziekolwiek by nie występowała.

W latach 40., śpiewała w najpopularniejszych grupach dekady, wliczając w nie Count Basie Band, czy Cab Calloway Band. Pojawiała się w licznych musicalach i filmach. W latach 60., grała w kabaretach, wypracowując w sobie niezwykłe poczucie humoru, dzięki czemu zyskała spore grono fanów. Jej popularność w latach 70., uczyniła z niej gwiazdę własnego show telewizyjnego.
Rodzina Bailey przeniosła się do Waszyngtonu, gdy Pearl była dzieckiem. To tam wygrała kilka nagród w zawodach talentów, rozpoczynając tym samym karierę tancerki, podążając śladami brata Bill'a. Początki pracy jako śpiewaczka to grupy Edgar Hayes, Cootie Williams, Count Basie. W 1944 roku, zadebiutowała w nowojorskim nocnym klubie Village Vanguard. Przenosząc się do Nowego Orleanu na ośmiomiesięczną rezydenturę w klubie Blue Angel. Występy w charakterze kabaretu, były najbardziej dla niej naturalne. Jej zrelaksowany styl, naturalność emanowały na scenie. Później wyruszyła w tournee z Cab Callaway Band, zmieniając Sister Rosetta Tharpe. W 1946 wystąpiła na deskach Broadway Theatre w sztuce St. Louis Woman. W rok później zadebiutowała na ekranie, w filmie Variety Girl, śpiewając piosenkę ''Tired'', która była jej pierwszą płytą.

Bailey dalej nagrywała płyty przez lata 40., i 50., współpracując z reżyserem musicali Don Redman. Jej najbardziej rozpoznawane nagrania to duet z Frank Sinatra ''A Little Learnin' is a Dangerous Thing'', wersja komiczna nagrania Louis Jordan ''Saturday Night Fish Fry'' oraz hit popowy ''Takes Two to Tango''. W ciągu lat 50. i 60. Bailey kontynuowała swoją przygodę na ekranie w Carmen Jones, Porgy and Bess, i All the Fine Young Cannibals. Pracowała również na scenie, jej najbardziej uznaną rolą była postać swatki Dolly Gallagher w czarnym musicalu Hello Dolly.  W 1968 roku opublikwała autobiografię pt. The Raw Pearl. Jej wspaniała działalność w późniejszym okresie znajdziecie w poniższym filmie...

niedziela, 25 listopada 2012

środa, 21 listopada 2012

The Last Days Of Left Eye (2007) reż. Lauren Lazin

Lisa "Left Eye" Lopez, członkini najlepiej sprzedającej się grupy RnB wszech czasów - TLC zginęła 10 lat temu w wypadku samochodowym podczas pobytu w Hondurasie. Okazało się, że zachowały się taśmy z nagrań video, które dokumentowały różne wydarzenia, z planowanego na miesiąc pobytu. VH1 wykorzystało te materiały i nakręciło półtoragodzinny film dokumentalny o Lisie. Wyszedł z tego zabiegu film bardzo ciekawy. Jak sama Left Eye twierdziła, poleciała do Hondurasu poukładać swoje sprawy i uspokoić wewnętrznie. Przed kamerą opowiadała o swoim dzieciństwie, formowaniu się TLC, sukcesach i porażkach zawodowych, pobycie na odwyku jak i o kontrowersjach związanych z podpaleniem przez nią domu jej partnera. Opowieści, które przedstawia widzom Lisa (bez makijażu, wymyślnych strojów) przeplatane są obrazami archiwalnymi z domowego archiwum jak i materiałami ze stacji muzycznych. Dzięki temu możemy wiele dowiedzieć się o raperce, o jej rozlicznych talentach, czy zobaczyć ją rapującą jeszcze w latach 80. Dodatkowo widzimy wiele ciekawych smutnych jak i pozytywnych rzeczy z pobytu Lisy w Hondurasie. M.in. ,że zabiła przypadkiem dziecko, które wybiegło jej przed maskę auta, a z drugiej strony, że wraz z lokalną grupą Egypt, której była managerem pojechała do więzienia dać koncert dla osadzonych, wśród których możemy ujrzeć członków złowrogiej Mara Salvatrucha. Prócz tego dowiadujemy się o jej rozterkach, pasjach, są to szczere zwierzenia. Niestety film kończy się uwiecznieniem fatalnego wypadku...i mimo, że wiemy, jak zginęła Lisa to nijak nie można się na to przygotować. Polecam nie tylko fanom TLC i Lisy! RIP Left Eye.

niedziela, 18 listopada 2012

Zulu Nation Graffiti - Jezus Alien?



Graffiti Art to przekaz dla społeczeństwa, a Universal Zulu  Nation pełni rolę międzynarodowego pośrednika w przekazywaniu wiedzy, która nigdy nie ma końca - TRUTH IS TRUTH, FACTS ARE FACTS.

Source: zulunation.com/grafrock

My jako Oldschoolers Crew jesteśmy głodni waszych nawet kontrowersyjnych komentarzy na ten temat jak sam powyższy przekaz.

wtorek, 13 listopada 2012

Angelica Pegani - O sobie słów kilka...

Angelica Pegani na wakacjach w jednym z hoteli w Sopocie, w lipcu 2012 roku

 Możesz łatwo stwierdzić, że dziesięć lat twojej kariery tanecznej to intensywny czas, pełen sukcesów?

Rzeczywiście, kiedy miałam dziesięć lat zakochałam się w tańcu. W tym okresie czasu, nie miałam wiele możliwości do rozwijania swojej pasji, czyli tańca. Szukałam sposobów, oraz stwarzałam sobie możliwości by być blisko niego. Ciężko pracowałam i walczyłam o każdy sukces w tańcu. Po trzech latach, czułam się bardzo swobodnie z tym co potrafię, więc spróbowałam rozwijać swoje umiejętności na zagranicznych warsztatach. Choreografowie dawali mi przykład swoją postawa i umiejętnie naprowadzali mnie na dalsze osiąganie sukcesów.

Jak to się stało, że zostałaś tancerką?

Zaczęłam swoja karierę taneczną od tańca klasycznego i współczesnego na zajęciach w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Pedagodzy nauczyli mnie podstaw, czyli fundamentów, na których opierał się mój dalszy rozwój, tj. przez afro-dance, jazz oraz breakdance, aż po taniec latynoamerykański. W tym czasie uwielbiałam spotkania z nauczycielami z zagranicy, oraz próby różnych styli tanecznych, takich jak: modern jazz, taniec współczesny czy afro-dance. Podczas czasu spędzonego w teatrze, brałam lekcje salsy w szkole tańca. Od dziesiątego roku życia, do czternastego roku życia regularnie trenowałam taniec, jeżdżąc na warsztaty, chodząc na próby, przesłuchania, castingi i oczywiście zajęcia z tańca, z pedagogami. W tym czasie chciałam też czegoś więcej, czegoś co da mi możliwość pracy, z artystami za granicą. Ale mając jedenaście, dwanaście lat zakres Twoich mozliwosci jest ograniczony. Pamiętam, że znalazłam w Polskiej gazecie informacje, dotycząca castingu do międzynarodowego spektaklu . Wracałam wtedy z treningu wraz z mama, która prowadziła samochód. W trakcie jazdy, przeczytałam jej o tym, trzymając gazetę w dłoniach. Zanim zdążyła odpowiedzieć, sama już zdecydowałam, że chce to zrobić. Spojrzała na mnie i zapytała:

-Spróbujesz?

-Pewnie, nie widzę innego wyjścia.

Pamiętam to uczucie ekscytacji, aż do dzisiaj. Odpowiedziałam jej bardzo pewna siebie, stanowczo. Miałam wtedy czternaście lat. Na castingu spośród siedmiu osób, które chciał zaangażować reżyser, dalej przechodziły tylko dwie. Jedna dziewczyna i jeden chłopak. Miałam szczęście, gdyż reżyser ujrzał we mnie potencjał, uwierzył we mnie i dał mi możliwość, zostania najmłodszą aktorką oraz tancerką w obsadzie. Była to produkcja o nazwie ''Bel Canto'' w reżyserii Rosy Mei. Od 2006 roku, czyli od premiery spektaklu, pracujemy juz ze sobą piec lat, na deskach teatrów w całej Europie.

Po skończeniu szkoły gimnazjalnej, wyjechałaś tańczyć do Belgi, czy zdecydowałaś się zostać w Polsce?

To była ciężka decyzja dla mnie, ponieważ miałam możliwość przenieść się do Antwerpii, by tańczyć dla kampanii artystycznej Cie13\Rosa Mei. Zdecydowałam się jednak, by zostać w Polsce. Moje plany na przyszłość były takie, by ukończyć szkołę średnią, wybrać się również na wyższą uczelnię, by studiować dziennikarstwo w przyszłości.

Czy podczas nauki w szkole średniej wyjeżdżałaś do Belgi, by brać udział w projektach teatralnych?

Zdecydowanie. Zdałam egzaminy do szkoły średniej i wyjechałam na próby teatralne do Brukseli, by pracować z międzynarodowymi artystami nad kolejnym projektem. Jeździłam tam i z powrotem, by utrzymać dobre stopnie w szkole, a przy tym pracować profesjonalnie, na potrzeby prób zagranicą. Do Belgii jeździłam również na regularne warsztaty. Dzięki temu miałam możliwość trenować z tancerzami różne style takie jak: breakdance, hip hop/new style, oraz u trenerów wschodnich sztuk walki 'wushu', pod nadzorem takich specjalistów jak Mike Martello oraz Rosa Mei, w 'Wu tang Martial Arts Center School w Antwerpii. Poznałam tam fantastycznych ludzi, uwielbiamy wspólnie tańczyć do dziś i chcemy razem pracować w przyszłości.

Czy są jeszcze jakieś inne imprezy i zawody na terenie Europy w których brałaś udział?

Tańczyłam na zawodach w Wielkiej Brytani, Holandii, Belgii, Francji, Szwecji, a nawet w Grecji. Każde z tych miejsc jest inne, styl tańca, atmosfera oraz kryteria oceny sędziów podczas zawodów. Każdy tworzy tam swoją własną historię, niepowtarzalny klimat, tak samo jak tworzy się historia kraju.

Czy te wszystkie międzynarodowe wyjazdy, wpłynęły na Twój charakter?

Im więcej ludzi różnych narodowości spotykasz, tym stajesz się bardziej towarzyski, otwarty, komunikatywny. Zaczynasz akceptować i przyswajać inne tradycje, zwyczaje, języki obce. Podróżowanie zagranice wpłynęło na pewno na mój stosunek do tańca. Jestem bardziej świadoma możliwości ruchowych własnego ciała oraz tego nad czym muszę pracować, by utrzymać międzynarodowy poziom. Nauczyłam się wiele i dzięki temu widzę różnice miedzy tancerzami. Tancerze z północnych krajów, są bardziej zdystansowani, niż Ci z południa. Ci drudzy, nie znają granic. Mężczyzna może chwycić kobietę za pośladek, piersi czy pocałować w dłoń, ale to kobieta powinna mu na to pozwolić. Można pokazać złość, nienawiść, pożądanie i pasję w tańcu. A wszystko sprowadza się do tego by tańczyć razem. Dwa ciała powinny być jednym. Wierzę, że kobieta ma ogromny emocjonalny wpływ na mężczyzne podczas tańca.

Myślę, że charakter człowieka, staje się bardziej dojrzały gdy chce osiągnąć swoje cele i nikt nie może wpłynąć na te decyzje. Są w życiu chwile, gdy ludzie wokoło chcą przekonać cię, namówić, a nawet zmienić Twoje marzenia, które chcesz zdobyć. To jest sprawdzian tego, jak bardzo chcesz by twoje marzenia stały się rzeczywistością.

Jak czujesz się podczas zawodów, jak się przygotowujesz?

Przeciwnicy na zawodach dają Ci siłę, nie możesz się ich bać, a tym bardziej tego co potrafisz. W przeszłości, przez siedem, osiem lat tańczyłam by rywalizować z innymi i by zwyciężać. Po prostu podjełam taka decyzje, że chce wygrywać. Niegdyś by być zdolną do treningu ignorowałam urazy i kontuzje, co nie było rozsądne. W ostatnim czasie, zdecydowałam się dać sobie czas. Znam swoje ciało na tyle, by kontrolować wysiłek na treningu i nie dopuszczać do sytuacji, w których ścięgna zaczynają pękać lub doprowadzam do totalnego zerwania mięśni. Wiem, na ile mogę sobie pozwolić, by nie przeciążyć swojego ciała. Za każdym razem przed turniejem, przygotowuję się mentalnie, trzymam adrenaline w garści, by natchnąć siebie i wprowadzić w dobry nastrój.
 Angelica Pegani na planie trailera do ksiazki 'The Shadows Out of Time' w reżyseri Jakuba Golisa, w lutym 2012 roku. fot. J. Figarska 



Po tym jak wzięłaś udział w serialu "Przepis na życie", twoja kariera nabrała tempa. Gdy pojawiła się ta możliwość, od razu zgodziłaś się, by wziąć w niej udział, czy miałaś wątpliwości?

Nie mogę powiedzieć, że nabrała tempa, to za dużo powiedziane. Myślę, że producenci ''Przepisu na życie'', dali mi tą możliwość i to był właściwy czas by zaakceptować ich propozycje. Kilka lat temu nie czułam się komfortowo by wystąpić na dużym ekranie, tym bardziej tańcząc. Były wzloty i upadki, ciężki czas. Bywało też tak, że chciałam wyrzucić wszystkie moje ubrania potrzebne do treningu i nigdy więcej nie wracać do trenowania tańca. Miałam żal do samej siebie, że nie osiągam tego co chce, albo, że osiągam za mało. Ciąży na tobie presja moralna, gdy jest się młodym. Wygrana w kilku zawodach w ciągu roku, i ludzie zaczynają wymagać od ciebie więcej i więcej. Nie wielu potrafi sobie z tym poradzić. Ale gdy wiesz, że ciężko pracowałeś na to by być w miejscu w którym się teraz znajdujesz, powinieneś poradzić sobie z presją. Na planie ''Przepisu na życie'' byłam bardzo zestresowana. Po wejściu na plan, w ciągu kilku minut, dziennikarz chciał ze mną przeprowadzić wywiad, a po chwili fotograf zaczął robić zdjęcia. W końcu, zaczęliśmy próbę naszego rutynowego tańca, na co po kilku chwilach zjawił się drugi reżyser, by dać mi i partnerowi z którym tańczę, kilka wskazówek. To pozwoliło mi być bardziej naturalną i po prostu cieszyć się tańcem wraz z partnerem. Dzięki temu mogliśmy lepiej poczuć siebie i wspólnie tańczyć. Jestem bardzo szczęśliwa, pracując z tak wspaniałymi ludźmi na planie po raz pierwszy.

Powiedz nam jak wygląda twój harmonogram i trening?

Plan jest bardzo trudno ustalić, w szczególności gdy występujesz, regularnie podróżując zagranice. Najważniejszy jest sen i zdrowe odżywianie się. To połowa sukcesu, by być w dobrej kondycji przez dłuższy czas. Biegam, rozciągam ciało i pływam. Oczywiście zajęcia fitness zadbają o kondycję, ale nie są konieczne by rozwijać taniec. Wszystko kręci się wokół tańca. Ćwiczenia techniczne, ten aspekt odnosi się głównie do tańca. Po zawodach dobrze jest poświęcić dwa, trzy dni by rozciągnąć i zrelaksować mięśnie. Codziennie mam dwa treningi, na które poświęcam po dwie godziny na każdy trening.

Jaki styl tańca, zabiera ci najwięcej czasu podczas treningu?

Rok temu zaczęłam profesjonalnie trenować tańce latynoskie, i mogę szczerze powiedzieć, że kocham sambe, cha-chę, ale najwięcej czasu poświęcam na pasadoble i jive.

Czego szukasz u tancerzy?

Seksualności, naturalności oraz pewności siebie. Tancerz powinien mieć nastawienie wojownika, być nieustraszony. Nie powinien mieć wątpliwości co do własnych umiejętności. Powinien wiedzieć, że ciężko pracował i, że jest najlepszy podczas bitew freestyle, zawodów czy na deskach teatru.

Czy w codziennym życiu jesteś taka sama jak na parkiecie? Jak znajdujesz czas na wszystko?

Jestem bardzo romantyczna. Uwielbiam się śmiać, spędzać czas wśród przyjaciół oraz w gronie rodzinnym. Najbardziej satysfakcjonujacy dla mnie czas to czas, poświęcony na proste rzeczy w domu. Gdy tańczę, chodzi tylko o taniec. Podczas codziennego życia, zmagam się ze słabościami jak inni. To nie tak, że jestem jak maszyna, też potrzebuję odpoczynku. Jest czas na przyjemności i czas na pracę. Myślę, że wiele zależy od samodyscypliny i dobrej organizacji. Znajdziesz czas na wszystko, jeśli tylko chcesz.

Co w takim razie robisz w wolnym czasie? Masz czas na odpoczynek?

Gdy mam dzień wolny, budzę się dobrze wyspana, maluję się, ubieram w sukienkę i idę na kawę albo na plażę z przyjaciółmi, ponieważ mieszkam blisko morza. Chodzę do kina, kocham filmy. W niektóre dni, rozpalam świece, biorę kąpiel w wannie, leżę odpoczywając przy dobrej książce. Wieczorami, wychodzę do klubu ze znajomymi, by tańczyć. Wszystko zależy od tego w jakim jestem nastroju i ile mam wolnego czasu.



Angelica Pegani przygotowuje sie w garderobie do pokazu tanecznego, w sierpniu 2012 roku.




Jakie są twoje priorytety i plany na przyszłość? Czy będą powiązane ze sztuką, muzyką, grą na scenie i tańcem?

Zdecydowanie powiązane ze sztuką. Chce cały czas trenować ale bardziej skupić się na projektach teatralnych. Muszę powiedzieć, że dwa ostatnie lata spędziłam na studiowaniu dziennikarstwa. Nauczyłam się wiele, o telewizji i produkcji filmowej, teatralnej oraz o procesie tworzenia scenariuszy filmowych. Wszystkie te zdolności chcę wykorzystać w teatrze i rozwinąć się w reżyserii, która stwarza przede mną nowe wyzwania.

Słyszeliśmy, że w 2012 zadebiutujesz jako scenarzystka, kompozytorka i reżyserka?

To prawda. Zaczęłam komponować muzykę gdy miałam 6 lat, po czym rzuciłam to dla pisania scenariuszy. Wszystko to wraca do mnie, dlatego zdecydowałam się na skomponowanie kilku utworów na potrzeby scenariusza, który stworzyłam. Walczyłam o mój własny scenariusz, aż w końcu ludzie z którymi pracuje, powiedzieli ''Zrób to po swojemu". Od tego momentu, pracuję z polskimi tancerzami nad sztuką ''Kyoto'' do końca 2012 roku. W sztuce będzie zawatra choreografia. Naprawdę nie chcę iść w stronę głównego nurtu, gdy w około znajduje się trzydziestu tancerzy, głośna muzyka i dziesięciu aktorów na scenie krzyczących do siebie. Nie widzę w tym żadnej sztuki, to jest mainstream, który zabija prawdziwą sztukę i jej kameralny klimat, w ktorym jest tyle piękna. Chce mieć piękny kawałek fabuły opartej, w której pojawi się kilka choreografii.

Czym się zajmiesz gdy twoja kariera tancerki dobiegnie końca?

Kariera tancerki, to piękny zawód, ale szybko się zaczyna i szybko się kończy. Chce tańczyć na zawodach, prowadzić warsztaty i podróżować, biorąc udział w pokazach. Od 2011, jestem bardziej skupiona na aktorstwie, tworzeniu scenariuszy i reżyserowaniu. Będę na pewno związana z tańcem, teatrem i muzyką przez kolejne dziesięć, które są przede mną.

Myślisz nad założeniem rodziny?

W wieku trzydziestu lat. W tym wieku bardzo bym chciała przejść na emeryturę (śmiech), by założyć rodzinę i uczcić te wspaniałe lata ciężkiej, satysfakcjonującej pracy z tymi, których kocham. Korzystam z lat które mam teraz i wiem, że muszę ciężko pracować by osiągnąć to, co sobie zaplanowałam.

Czy twoje wykształcenie miało wpływ na twoje późniejsze życie zawodowe?
Wychowywałam się w duchu duszy artystycznej, ale w bardzo konserwatywnej rodzinie. Był czas na pasję, był czas na szkołę, był czas dla przyjaciół i dla rodziny. Gdy miałam osiem lat, pisałam scenariusze, eseje i recenzje filmów. To było coś naturalnego dla mnie, ponieważ w pewnym sensie wychowałam się w tym. Nauczyłam się, jak dobrze można się czuć, gdy wiesz co masz robić i możesz decydować za siebie. Mam szczęście, że nauczyłam się tego w tak młodym wieku.
Angelica Pegani ukonczyla studia na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wroclawskiego, w czerwcu 2012 roku.


Poświęcenie edukacji na rzecz rozwijania kariery tancerki. Jaka jest twoja opinia?

Moim zdaniem by poświęcić edukację na taniec, to nie jest dobry pomysł. Na własnym przykładzie mogę wyrazić swoja opinie na ten temat. W 2010 musiałam opuścić kilka zawodów, przez co mogłam uczyć się do egzaminów w szkole średniej. W tym samym czasie, zdobyłam pierwsze miejsce na zawodach 'Wojna o Polskę - Taneczne Mistrzostwa Polski'. Zdecydowałam się też, by nie brać udziału w przedstawieniach teatralnych przez kolejne dwa lata, by skupić się na studiowaniu na Uniwersytecie. W ostatnich czterech miesiącach moich studiów, dostałam ofertę, aby wystąpić w jednym z najpopularniejszych polskich seriali telewizyjnych. Mogę tylko powiedzieć, że ''praca mówi sama za siebie''. Ukończyłam studia, aby później reżyserować projekt teatralny. Podejście do edukacji jest bardzo subiektywne, indywidualne. Każdy musi pomyśleć co jest najlepsze dla jego przyszłości.

Podaj proszę kilka rad dla osób które chcą osiągnąć sukces?

Trzeba wierzyć w siebie, pracować, przy czym pozostać w zgodzie z samym sobą. Trzeba kochać to co się robi i wierzyć w to co się robi. Gdy znasz swoją siłę, możesz zapomnieć o słabościach. Poza tym wszystkim, gdy kobieta czuje się piękna i pewna siebie, to będzie odnosić sukcesy w każdym aspekcie swojej kariery i życia.

Powiedz, czym jest dla Ciebie Kultura Hip Hop?

Część Kultury Hip Hop to breakdance. Najbardziej ta część mnie interesuje, ponieważ dała mi możliwość rozwoju, w stronę oryginalnego połączenia tańca klasycznego ze stylem typowo ulicznym. Kultura Hip Hop daje możliwość czerpania inspiracji z takich elementów jak beatbox, rap, graffiti czy dj'ing, co również wzbogaciło mnie, jako osobę, dało wiele możliwości poznania ludzi, których ta kultura pochłania, którą po prostu żyją i jest dla nich całym życiem.

Czy często wykorzystujesz elementy Kultury Hip Hop, w Twoich doświadczeniach scenicznych? Jak je oceniasz?

Wykorzystywanie elementów Kultury Hip Hop pozwala na dotarcie do większej ilości społeczeństwa. Każda osoba, która zajmuje się tańcem profesjonalnie, powinna znać różne style tańca. Oczywiście wszystko zależy od danej jednostki, czy chce pójść o krok dalej i tworzyć w przyszłości choreografie lub w jakikolwiek sposób zajmować się teatrem tańca. Wielu wspaniałych tancerzy czerpie inspirację z tańca breakdance, a również wielu z nich uwielbia tworzyć choreografię do żywego beatbox’u. Na pewno jest to kwestia gustu, smaku i stylu danego tancerza. Kultura Hip Hop otworzyła nowe możliwości, jak i wyzwania przede mną, jako tancerką.

W bardzo młodym wieku rozpoczęłam pracę w teatrze, ucząc się technik tańca klasycznego, jednak już po trzech latach, zostałam zaangażowana to projektu z francuskimi oraz amerykańskimi artystami, którzy, na co dzień zajmowali się rapem oraz beatboxem. Byli wspaniałymi MC'ees, których zobaczyłam po raz pierwszy, mając zaledwie 12-13 lat. Po raz pierwszy, musiałam odnaleźć się na scenie z międzynarodowymi artystami, którzy są mistrzami w swojej dziedzinie. Pamiętam do dziś, że uczyłam się choreografii od 08:30 rano do 19:00 wieczorem. Przychodziłam na salę baletową pierwsza, a wychodziłam z Teatru Muzycznego, ostatnia. Celem było opanować choreografię do perfekcji i naprawdę ją zrozumieć, poczuć i oswoić ze sobą. Wymagał tego ode mnie reżyser, scenarzysta oraz choreograf, by być przygotowaną w bardzo krótkim czasie. Podczas premiery spektaklu czułam się wspaniale, bo bardzo ciężko wcześniej na to pracowałam.

Od tamtej pory zwróciłam szczególną uwagę na tancerzy klasycznych/współczesnych, którzy w niesamowity sposób potrafią połączyć swój styl z breakdance, new style/new age czy nawet salsą!

Ocenić elementy kultury Hip Hop w swoich doświadczeniach scenicznych mogę tylko w jeden sposób. Tworzą dzieło sztuki, które dobrze wykonane oraz spójnie połączone, daje niesamowity efekt końcowy- podczas zawodów, na wielkich imprezach tanecznych oraz na scenie teatru.

Czy czerpiesz wiedzę o korzeniach Kultury Hip Hop? Kto jest dla Ciebie autorytetem i dlaczego?

Kultura Hip Hop swoją historią sięga lat 70. Oczywiście filmy poświęcone tej kulturze to m.in. Style Wars z 1983 roku, Beat Street z 1984 roku, Wild Style z 1983 roku, The Freshest Kids z 2002 roku. Są podstawą do dalszego studiowania jej korzeni. Pionierzy kultury Hip Hop tacy jak: Crazy Legs oraz Mr. Wiggles z Rock Steady Crew czy Alien Ness z Zulu Kingz, nie pomijając legendarnego bboy’a Machine, który współpracuje z Sacramento Kings czy bboya VII generacji- Ken Swift ‘a reprezentującego ekipę Rock Steady Crew. Wielką inspiracją dla mnie są tancerze Funk Styles, m.in. Lipskee (Polska) oraz Machine Gone Funk (Los Angeles). Mogę powiedzieć, że najlepszym sposobem na zdobycie wiedzy jest rozmowa, dyskusja, słuchanie historii od ludzi, którzy byli z kulturą Hip Hop od samego początku. Dla fanatyków tej kultury polecam zwrócenie się ku wyżej wymienionym filmom oraz udział w warsztatach, prowadzonych przez legendarnych bboys. Każdy z nich reprezentuje wysoki poziom wiedzy, który przekazują bardzo umiejętnie. Kierując się do naszego kraju to Bboy Bartazz jest zdecydowanie Polską legendą, która nieustannie rozwija się i daje przykład własną pracą, przyszłym pokoleniom sceny breakdance w Polsce.

Jak wygląda Twój trening podczas przygotowań do występów?

Zdecydowanie na dwa tygodnie przed udziałem w zawodach tanecznych, przygotowuję się mentalnie. Myślę, że dobra sprawność mentalna pozwala na umiejętne rozłożenie kumulującego się stresu, który jest nieodzownym elementem. Oczywiście duża ilość snu, w połączeniu z prawidłowym odżywianiem i treningami fizycznymi, pozwala zwiększyć wydajność organizmu podczas zawodów. Utwory muzyczne takie jak: Fort Minor - Remembe The Name, Roy Jones Jr. - Go Hard Go Home czy Nathaniel Dawkins - Bring it on, nastawiają nasz umysł w wolę walki. Sposoby na zwiększenie motywacji to przeglądanie sylwetek osób, które są mistrzami w danej dziedzinie, m.in.: Yuri Boyka, który potrafi wnieść niezłe spustoszenie na ringu. Takie szczegóły, które towarzyszą Tobie podczas przygotowaniach podwyższają adrenalinę i zwiększają chęci na wygraną. Najważniejszą kwestią na dzień przed zawodami jest wprowadzenie siebie w dobry nastrój oraz sesja rozciągająca, która pozwala na odstresowanie organizmu. Później potrzebuję tylko muzyki i dobrego parkietu, reszta zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

Miłość. Miłość do pasji, którą się wykonuje, miłość do przyjaciół i miłość do rodziny. Uszanowanie drugiego człowieka, jego pracy i umiejętności. Wiara w siebie samego i w innych, motywowanie ludzi, oddziaływanie na nich, wprowadzanie w nich zmian, harmonii, spokoju, piękna oraz poczucia bezpieczeństwa. Istotne jest rownież by pozostać w zgodzie ze swoimi ideami. Być świadomym swojej wartości człowiekiem, ciężko pracować i osiągać sukces. Myślę, że wszystkie te kwestie są ważne w życiu, ale nadzieja, wiara i miłość to złote zasady życia.

Nike Mag - Back to The Future in 2015

Kultowa dziś seria 'Back To The Future' w latach 80., w jednej ze swoich części pokazała rzeczywistość amerykańskiego miasteczka w roku 2015. Chociaż brakuje nam jeszcze kilku lat, warto przyjżeć się jak prawie trzy dekady temu, miała wyglądać przyszłość według amerykańskich producentów filmu. Na pewno, pamiętacie latającą deskorolkę, czy samoosuszającą się kurtkę Nike'a. Ale największe wrażenie z pewnością na wielu z was wywarły sneakery z przyszłości 'Nike Mag'. W zeszłym roku firma Nike, powróciła do przyszłości, proponując reedysję kultowych butów. 1500 par ukazało się na aukcjach ebay, po cenie wywoławczej równej 10.000$ każda, a zebrane środki przeznaczono na fundację Michael'a J. Fox'a, która pomaga walczyć z chrobą Parkinson'a.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Panasonic DO-RE-MI SG-123

Panasonic Do-Re-Mi SG 123 - mini gramofon z klawiszami! Prawdziwe boom, prosto z 1977 roku. Można było zagrać melodie na klawiszach, albo robić to razem z kręcącą się plytą winylową. Była nawet opcja podłączenia mikrofonu! To musiałbyć szał dla dzieciaków. Sam nie obraziłbym się jakbym takie 35 letnie cudo wykopał spod tegorocznej choinki.


Autor: Bboy Metes

sobota, 10 listopada 2012

Legends of Hip Hop - The Fifth Element (2002)


W kolejną rocznicę powstania hip hopu naszła mnie myśl. Uważam, że istnieje grono osób, którzy włożyli wkład w budowę hip hopu, zaś ich dorobek nie jest doceniany. Część z nich występuję w teledysku, określającym 5 element hip hopu - wiedzę.

Swoich głosów użyczyło w nim aż 35 prekursorów: Melle Mel, Ice-T, Flavor Flav, Cheeks/Lost Boyz, Special K., Afrika Bambaataa, Run, Smooth Approach, Sharock, Doctor Ice, Busy Bee Starski, Whodini, Raheem, Reggie Reg, Grandmaster Caz, DLB, L.A. Sunshine, Grand Puba, Pete DJ Jones, Kurtis Blow, Grandmaster Flash, Hollywood, Eddie Cheeba, Big Daddy Kane, Dano, Sherri (Mercedes Ladies), Cee-Lo, Waterbed Kev, Speech, Kid Creole, Grand Wizard Theodore, Dota Rock, Rakim & DJ Kool Herc.

Obchodząc kolejną rocznicę pamiętajmy o tych, którzy kładki fundamenty pod hip hop oraz tych, którzy w późniejszym czasie rozwinęli je w odoowiednim kierunku. To czas by zastanowić się czym w istocie jest fenomen, powstały w NY na przełomie 60/70. Dokąd zmierza i co należy robić, by jego kierunek nie był zachwiany w nieodowiednią stronę.

To w końcu czas by wspomnieć tych, którzy odeszli, szczególnie tych, którzy zasłużyli się w budowaniu tego fenomenu, lecz nie otrzymali nigdy właściwego szacunku ze strony hip hoowych głów.

czwartek, 8 listopada 2012

The Forty-Deuce: The Times Square Photographs of Bill Butterworth, 1983-1984

Ciekawa pozycja, która poza udokumentowaniem porno biznesu, uwieczniła również, wizerunki hip hopowców...

poniedziałek, 5 listopada 2012

The Story of Arthur Armstrong - Owner of Legendary Ecstasy Garage Club


W pierwszej dekadzie tworzenia tego, czym dziś jest hip hop, zdarzało się, i jest to całkowicie normalne, że osoby spoza otoczenia, budowały historię tego ruchu. Dobrym przykładem jest Sal Abbatiello, właściciel klubu Disco Fever, który prowadząc go, doszedł do wniosku, że rodzący się hip hop, jest dokładnie tym na co czekał tłum fanów, zmęczonych klimatem "disco" bibek (w jego klubie rezydentami były osoby przez długie lata określane przez "prekursorów hip hopu", za Disco Dj's).  Wielu z nich po latach "doczekało" się  należytego miejsca w historii hip hopu.

Sal spontanicznie dowiedział się o nowym stylu - rappingu - dzięki Sweet G. Nie tracąc chwili, wyruszył na poszukiwania odpowiednich Dj's. Osobą która wprowadziła go do świata rapu był Kool Dj Herc.

Armstrong urodził się i wychował w małym miasteczku Luisiana. Często podróżował, zanim na stałe osiadł w mieście Wielkiego Jabłka, odwiedzał Chicago, Detroit, Houston i Texas. W wieku 29-ciu lat podjął decyzję, wyjazdu do NY. Zamieszkał na Bronxie, na Washington Avenue.

Dorastał na klasyce "Czarnej Ameryki", uwielbiał blues i jazz i w tym też kierunku, wraz z kolegą, okołu roku 1979 otwiera klub Galaxy 500, mieszczący się w pobliżu Macomb's Road. Tak samo jak w przypadku Disco Fever, repertuar był określony na dorosłą publiczność, nazywaną w tamtych latach - Pops. Zamiarem Armstronga było posiadanie klubu, w którym grano by koncerty. Mijał tydzień od jego otwarcia, gdy...
"Przypadkowo natknąłem się tam (Galaxy 500) na Herc'a. Zanim go spotkałem, nigdy nie słyszałem o hip hopie. Kool Herc usiadł koło mnie i wyjaśnił mi czym jest hip hop. To spowodowało, że zorganizowałem kilka hip hopowych występów. (…) Pamiętam jak Kool Herc powiedział mi, że jest Muhammadem Ali Hip Hopu. Nigdy nie zapomnę tego oświadczenia".
Herc zagrał impreze i tak miłośnik jazzu rozpoczął przygodę z hip hopem.
"Byłem pod wrażeniem tych młodych ludzi. Wydawało się, że próbują stworzyć coś nowego. Byłem pod wrażeniem ich uporu. To nie była muzyka, którą bym chciał słuchać, ale nie była zła. Poznałem kilkoro dzieciaków z okolicy, którzy powiedzieli mi kto jest kim. Zaczęli mnie uświadamiać, kto jest popularny. Jeśli chciałeś się czegoś dowiedzieć, wystarczyło zapytać dzieciaków. To oni powiedzieli mi o Bambaacie, Flashu i Theodorze".
Wkrótce w klubie zaczęli grać L Brothers i Grandmaster Flash. Mr. Armstrong był starszy od każdego z nich o ponad 10 lat, różnica w mentalności była zbyt duża, dlatego z hip hopowcami spotykał się jedynie w celach biznesowych, nigdy towarzysko. Bardzo polubił się jednak z ekipą Notorious 2, czyli Grandmastera Caz’em i J.D.L., którzy w późniejszym okresie utworzą Cold Crush Brothers. Z Herc'iem dogadywał się dobrze, ale z powodu braku umiejętności Dj'skich, publiczność w tym klubie zaczęła naciskać na jego usunięcie. Herc w przeciwieństwie do Flasha i L Brothers nie był dj'em klubowym, nie potrafił zapanować nad tłumem jak inni. 

W czasach starej szkoły nie istniały pisemne umowy w dzisiejszym rozumieniu. Wszelkie kontakty opierały się na danym słowie i jego dotrzymaniu, na reputacji i wzajemnym szacunku. Rodzący się hip hop dał nadzieję, setkom tysięcy wyjętym spod nawiasu społeczeństwa, młodym ludziom. Dał im nadzieję, ale nie pozbawił natychmiastowo problemów i niebezpieczeństw, towarzyszącym zwykłej codzienności. Młodzi twórcy stali się więc celem zawistnych grup.

Z większością z nich dogadywał się bardzo dobrze. A najbardziej zaufani, wbijali do środka za freeko. Wśród nich był Bambaataa i jego ludzie.
„Oni znali mnie, szanowali mnie. Jeśli potrzebowałbym ochrony, każdy by Ci powiedział, że mogłem liczyć na pomoc Zulusów. Miałem swoją ochronę, ale Zulusi i inni pomagali mi także. Casanovas z Tinymm, Cletusem i Footballem na czele. Gdy oni znajdowali się w klubie, nie marwtiłeś się o cokolwiek. Gdy ktoś zrobił coś głupiego, oni się tym zajmowali. Większość z tych gangsterów nie chciała strzelać na imprezach, nie chciała stracić szacunku w oczach takich grup jak Zulu Nation. ”
By dostać się do środka, należało najpierw wejść po schodach, gdzie zazwyczaj Armstrong przesiadywał przy stoliku z grupą znajomych. To tam, na bramce do jednej torby wrzucano opłatę za wejście, do drugiej zaś broń palną i białą. Jak wspomniano wcześniej, niepisane zasady były podstawą współdziałania. Wychodząc z tego założenia, pozwalano pewnym osobom wchodzić do środka z bronią, jak np. Bambaacie. Wiedziano bowiem kto jest uzbrojony, a kto nie. Armstrong płacił swoim ludziom za ochronę, artyści opłacali swoją, na własną rękę. Nim zdecydował się na stałą ochronę, doszło do kilku sytuacji, które doprowadziły do zamknięcia klubu. Podczas gdy najgroźniejsze gangi, pilnowały porządku w środku, D.J. A.J. nastręczał sporych problemów. Pewnego dnia ukradł sprzęt nieznanemu dj’owi. Powiadomienie o tym policji nie wchodziło w grę, zatrudnił więc kilkoro ludzi z 9 Crew  (ochrona L Brothers), którzy przy następnej okazji przeszukiwali ludzi A.J.’a. Stracił on bowiem przywilej wnoszenia broni. 

Następna hardcore'owa akcja miała miejsce pewnej nocy, gdy klub pękał w szwach, bawiło się w nim blisko pół tysiąca osób. Prawdopodobnie w środku przebywała cała plejada gwiazd, od Herca, po Flasha, L Brothers i Bama. Czwórka ludzi (był tam brat Breakouta, Darenell menadżer Funky 4), wśród których był Armstrong siedziało przy stoliku. Nagle grupa około czterech ludzi wbiła przez drzwi z bronią, przewracając właściciela na plecy. Celując do niego z shotguna z upiłowana lufą, skradli torbę z pieniędzmi.
„To był bląd, ponieważ tam było kilkunastu moich ludzi z pistoletami! Z  tego co pamiętam, jeden z nich chciał zejść na dół po schodach, gdy zauważył jednego z napastników. Wycofał się z powrotem na imprezę. Złodzieje weszli po schodach na parkiet i zaczęli strzelać w sufit. Wszyscy położyli się na ziemi. Rozpętało się piekło. Ludzie zaczęli strzelać w sufit. Jeden z napastników został śmiertelnie postrzelony”.
Reszta zbiegła. Skradzionej torby nigdy nie odnaleziono. Arthur został zmuszony do zamknięcia klubu.

To był okres, w którym Armstrong realnie zaczął mieć do czynienia z muzyką, został menadżerem kilku lokalnych grup. Wśród nich (gorąco polecam ich produkcję!) funkowej kapeli Pazant Brothers, która grała chociażby z Melbą Moore. Po kilku miesiącach od strzelaniny w Galaxy 500, wynajął wielki, stary, szeroko otwarty garaż na University Avenue, który już wcześniej pełnił rolę klubu. Była to wielka przestrzeń, ogromny plac. Po kilku miesiącach zdecydowano się na przeniesienie do innej, bardziej odpowiedniej lokalizacji. Zachowano poprzednią nazwę – Exstasy Garage, zaś oferowana przestrzeń była bardziej dogodna, bar był w stanie pomieścić 200 ludzi, zaś tył klubu – parkiet, do 600. Ponieważ typowo hip hopowe kluby dla młodzieży praktycznie nie istniały (poza T Connection, Harlem World ...), rzesza fanów z Galaxy 500, podążyła za Armstrongiem do Ecstasy Garage. Większość miejsc związanych z imprezami hip hopowymi to szkoły, parki. Ilość określonych klubów była minimalna.

Mean Gean i Fantastic 5 zostali rezydentami w nowym klubie Armstronga.


Powyższe zdjęcie przedstawia prawdopodobnie shot z dwudziestokilkuminutowego próbnego nagrania do filmu Wild Style.

Nie otrzymał koncesji na sprzedaż alkoholu, nielegalnie więc rozprowadzał go poza murami klubu, prosto z beczki. Problemów z narkotykami praktycznie nie posiadał, był to czas przed erą kokainy. Na unoszący się leniwie konopny dym, patrzył z przymrużeniem oka.


Przez następne dwa lata klub serwował nowojorkyczom występy prekursorów. Hip Hop zaczął docierać do innych stanów, i spora w tym zasługa Mr. Armstronga. Pierwsze lata ósmej dekady XX wieku to zwiarowany czas, jak nigdy wcześniej hip hop dał możliwość każdemu (nie tylko sportowcom), osiągnięcia sukcesu. To okres gdy prawie nikt nie miał pojęcia jak przenieść sztukę hip hopu z ulicy do studia i w profesjonalny sposób przedstawić ją światu.

Promowanie muzyków i organizowanie ich występów okazało się łatwiejsze, niż prowadzenie klubu. Północne Jersey, północ stanu NY oraz Connecitcut, to pierwsze miejsca gdzie odbyły się imprezy Armstronga.

W 1982 roku namówił ekipe Cold Crush Brothers do nagrania ich pierwszego singla Weekend. Po latach przyznaje, że błędem było namawianie grupy do napisania nowego kawałka, bardziej logiczne wydawało się bowiem stworzenie znanych już rutyn. W tamtym czasie nikt nie przypuszczał, by uwiecznienie utworów znanych z wystąpień, sprzedawałoby się.
"Oni dopiero co stali się popularni w swoim otoczeniu, mogłeś im nadać miano supergwiazd NY. Byli bardzo popularni, ale wątpię, by byli świadomi zmiany, która nadchodziła. Nie przypuszczam by poważnie traktowali pisanie, nagrywanie. Kiedy mówiłem im, chodźmy do studia, miałem z tym straszne problemy. To dlatego nie nagrałem z nimi nic więcej.  Po tym jak Sugarhill Gang nagrało Rapper Delights, hip hop zmienił się na zawsze. Nie sądzę, by CCB i inne grupy rozumiały to. Było kilka innych grup, które także starałem się nagrać. (...) Oni nigdy nie kończyli pisania utworów, wymyślali rymy na scenie, na poczekaniu. Myślę, że niewielu artystów w tamtym czasie rozumiało koncepcję pisania utworów".
Utwór Weekend ukazał się w labelu Armstronga Elite Records (gdzie wydał także single Mickey'a D i  Heartbeat Brotkers).

Zapraszam do przeczytania wywiadu z Arthurem Armstrongiem, będącym dopełnieniem tego artykułu.

sobota, 3 listopada 2012

Bad Meaning Good (1987) reż. Tim Westwood


W listopadzie, miesiącu kultury hip hop, kolejna dawka oldschoolowych emocji. Dokument brytyjskiej stacji BBC, zrealizowany przez Tim'a Westwood'a, opowiada historię pionierów sceny hiphopowej w Wielkiej Brytani w latach 80. Kształtowaniu się całego ruchu poświęcili się między innymi: Pride, Daddy Speedo, Fly Boy Dee, MC Crazy Noddy, London Posse, Trevor Nelson, Sipho, Run DMC, DJ Fingers, Cookie Crew, Wee Papa Girl Rappers i inni. 

piątek, 2 listopada 2012

What Ever Happened To Hip Hop (2009) reż. Sonali Aggarwal

Dokument, prezentuje obecny stan kultury hiphopowej. Jest to refleksja, nad tym w jakim kierunku zmierza cały ruch, w porównaniu z założeniami starej szkoły. Forma reportarzu przedstawiona jest tutaj dość przejżyście. W ulicznych wywiadach, oraz w domowym zaciszu, artyści serwują konkretne fakty, w oparciu o własne spostrzeżenia i przykłady z życia. Polecam w szczególności, ze względu na zdrowe podejście i klarowne ukazanie problemu. Peace!

Mighty Mocambos & Afrika Bambaataa, Charlie Funk, King Kamonzi - Battle (2012)